手感細膩

2:42am: i hope you find somebody to love.
niedziela, 25 października 2015
Prolog - "Delikatny Dotyk" | Jeonghan x Seungcheol - Jeongcheol
A/N: Wróciłam, po dość długiej przerwie mogę stwierdzić, że oficjalnie pisanie nie sprawia mi już problemów opartych na nerwowym zamykaniu laptopa i płakaniu w akcie desperacji. Nie wiem co to jest, określiłabym to jako jakąś dziwną mieszankę, obraz tego co od dłuższego czasu mnie męczy. Mam nadzieję, że chociaż w pewnym stopniu się Wam spodoba, a ja mogę spokojnie wrócić do zatapiania swoich smutków w gorącym kakao.

Z wyrazem dekoncentracji na twarzy usilnie próbowałem nabazgrać kolejne litery na zmiętolonej kartce papieru. Starałem się zignorować ciche, ale za to rozpraszające tykanie zegara w tle które było równe niespokojnej tafli oceanu w burzliwy dzień. Jakaś marna, uśpiona cząstka gdzieś we mnie dawała się we znaki w momentach, kiedy kolejne krople orzeźwiającego deszczu rozpaczliwie uderzały o podłogę. Sam nie wiedziałem czy jestem w strefie uciekającego czasu czy po prostu rozpaczliwie stoję pośrodku marnej nicości.

Nie byłem tym typem człowieka, który po powrocie do domu z pracy chciał zastać pełną, uśmiechniętą i szczęśliwą rodzinę. Nie lubiłem towarzystwa innych ludzi, nie znosiłem fałszywych osobowości które nie miały w sobie nic z kreatywności. Każdy był taki sam. Nudny. Mdły. Bezbarwny. Uśpiony w swej czujności.

Chciałem być szczęśliwy, chciałem mieć to, o czym zawsze marzyłem. Kogoś, kto mnie zrozumie i nie będę musiał dawać znaków, kiedy coś jest nie tak. Chciałem towarzystwa osoby która byłaby tylko i wyłącznie dla mnie, która pasowałaby do mnie idealnie tak, jak chmury do błękitnego nieba. Ktoś, kto namalowałby mi swoją własną codzienność swoimi barwami a ja dałbym mu do tego pełne prawo. Chciałem kogoś, z kim mógłbym iść na spacer o pierwszej czterdzieści w nocy i móc spojrzeć w niebo. Powiedzieć po prostu krótkie "dziękuję, że jesteś". Kogoś, kto pokazałby mi, kim jestem.

I wtedy właśnie spotkałem go. Siedział nieopodal mnie, czytając dzieło Miltona Johna - "Paradise Lost", oblizując wargi w niemym wyrazie zachwytu. Poczułem wtedy coś w rodzaju ekstazy, czegoś słodkiego i odurzającego. Analizowałem przez chwilę każdy centymetr jego twarzy, mrużąc oczy i zastanawiając się, czy to nie moja zniszczona, osamotniona wyobraźnia nie płata mi figli. Był zbyt piękny na ten świat.

Potem były kolejne kubki kawy, które do tej pory przypominały mi o uciekającym przez palce jak piasek czasie, który jest kruchy jak lód gotowy zarwać się w najmniej spodziewanym momencie. Kolejne szkice, kolejne wizyty w ogrodzie. Następne obserwowanie motyli lekko zawieszonych w powietrzu, symbol delikatności, osobistego piękna i własnych słów bez zmiany znaczenia. Czasem nie wiemy czy kochamy to, co powinniśmy czy kochamy to, czego nie chcemy. To paradoks, który ciągnie się od dnia naszych narodzin do dnia, kiedy przyjdzie nam zmierzyć się ze śmiercią. Wtedy nie zostanie nam już nic oprócz piachu.

Kochałem w nim wszystko. Począwszy od zabłąkanego wzroku, zarumienionych policzków, nieskazitelnej cery, pełnych ust po niespotykaną wrażliwość, opiekuńczość i miłość. Był moją własną, odosobnioną i chronioną przed światem definicją piękna.

Siedziałem. Tylko tyle mogłem zrobić w tej chwili, która zdawała się być zapisaną gdzieś w mojej podświadomości. Nie zanotowałem nawet momentu w którym niczym lekko widoczny cień wstałem od stołu. Z nogami luźno przewieszonymi po drugiej stronie okna, z gasnącym papierosem w prawej ręce. Przeszywające zimno pieściło moją skórę a ja nie odczuwałem tutaj żadnego nieprzyjemnego uczucia. Nie czułem nic oprócz bólu z metalicznym posmakiem i brakiem skrupulatności.

Byłem powoli wyblakły. Lekkie muśnięcia słońca były jedynym żywym wspomnieniem, które było upchnięte w najdalszy kąt mojej pamięci. Abstrakcja otaczającego świata przeszywała mnie na wskroś, zmuszała do podejmowania kolejnych pustych decyzji nijak wpływających na to, czy zacznę czuć. Nie chciałem patrzeć na to jak sam znikam, jak każde kolejne słowo wypala we mnie to, co zostało w znacznej części spalone.

Wpatrywałem się po prostu w gwiazdy zastanawiając się która zapisała moje własne, indywidualne i spragnione szczęście, na które nie zasługiwałem.

-------------------------------------------------------------------------------------------

2 komentarze:

  1. podoba mi sie strasznie omg:-( potrzebuje wiecej!! takze ten duzo weny zycze

    OdpowiedzUsuń
  2. Okej, wdech, wydech.
    Wdech i wydech.
    Uf. uf.
    HEJ, JULCIA
    Nawet nie wiesz, jak wielka duma ogarnęła mnie po przeczytaniu tego prologu. Jestem niesamowicie dumna właśnie z ciebie, że jednak zdecydowałaś się podjąć napisania tego i że stworzenie tak ślicznego tekstu zajęło ci tak malutką ilość czasu.
    Tej przerwy w pisaniu, o której mówiłaś, wcale nie widać. Tekst jest spójny i gładki - pochłaniający, który czyta się bardzo lekko, miło i przyjemnie.
    Klimat podobał mi się od samej zapowiedzi, a w sumie jak teraz tak patrzę, to pairing wpasował się idealnie.
    Prolog jest pełen tak cudownych perełek, jeśli chodzi o cytaty, że jeśli miałabym wypisać wszystkie, które chwyciły mnie za serduszko, to wyszłoby na to, że wkleiłabym tutaj trzy czwarte tekstu.
    I motyw zawieszonych w powietrzu motylów bardzo mi się spodobał, nie wiem, nie oceniaj. :c
    Tak więc gratuluję, Julcia, trzymam kciuki i czekam na więcej! ♥

    yume

    OdpowiedzUsuń